|
| Życia nie starczy |
|
|
|
|
Z Aleksandrem Wąsowiczem Konsultantem Komisji
Rabiniczej ds. Cmentarzy rozmawia Piotr Paziński (Redaktor Naczelny miesięcznika Midrasz)
Artykuł ten publikujemy dzięki uprzejmości i
zgodzie czasopisma Midrasz
Tak,
jestem konsultantem Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy.
Zwykle z cmentarzami
jest tak , że są one żywe: dochodzą nowe groby , ale żyją ludzie, którzy się
nimi opiekują. Ty zajmujesz się cmentarzami, które są martwe, takimi, na które
nikt nie przychodzi.
I moim
zadaniem jest zaopiekować się nimi na sposób żydowski.
Cóż to właściwie znaczy?
To, że
Żydzi mają wpływ na to, co się z cmentarzem dzieje. A ogólniej: kiedy opiekę
nad nimi roztaczają przedstawiciele tej religii, której wyznawcy są na nim
pochowani. Za czasów PRL większość cmentarzy żydowskich była zapomniana,
zaniedbana. Jeśli coś się na nich działo, to bez porozumienia z gminą żydowską,
z jakąś komisją , w której zasiadałby rabin. Słowem – nie postępowano zgodnie z
prawem.
Które stanowi...?
W społeczności
żydowskiej cmentarz ma bardzo wysoki status. Czy są miejscem świętym – są na
ten temat toczone dyskusje, ale nie ulega wątpliwości, że jest miejscem
najwyższego szacunku dla zmarłych. Na przykład synagoga czy mykwa może być
zamieniona na coś innego. Wolno taki budynek sprzedać, kiedy gmina przenosi się
w inne miejsce albo potrzebuje większego. Cmentarz zawsze pozostaje cmentarzem,
nie może pełnić innej funkcji. Działki pod cmentarz nie można wydzierżawić,
zapisać w testamencie. Można ją tylko kupić – to echo opowieści z Tory o
Abrahamie, który zakupił jaskinię Makpela w Hebronie na rodzinny grobowiec.
Stąd i z tradycji wywodzimy wiele szczegółowych przepisów. I tak, kiedy
zakładało się cmentarz, spotykali się na zakupionym gruncie przedstawiciele
chewry kadiszy i władz gminy i siedmiokrotnie okrążali nowy cmentarz, śpiewając
psalmy...
Ty zgłębiasz te przepisy halachy, dotyczące pochówków.
Prawo dotyczące
cmentarzy do w większości tradycja, a nie ścisła halacha wywodząca się z Tory.
Ale ta tradycja jest bardzo stara. Wiemy natomiast, ze zmarłych chowano w
oddzielnych sektorach: mężczyzn, kobiety, dzieci, ludzi szczególnie pobożnych,
rabinów, męczenników, kobiety , które umarły podczas porodu i zostały przez to
zaliczone w poczet męczenników. Przez szacunek nie należy chować obok siebie
wrogów.
Na cmentarzu obowiązują też szczególne normy zachowania...
Tak. Halacha
precyzuje, ze w odległości siedmiu i pół stopy od grobu nie wolno niczego
robić, że to jest strefa należąca do grobu, do zmarłego. Z tego wynikają z
kolei inne przepisy, zakazy. Nawet stare drzewa są własnością zmarłych, bo ich
korzenie dotykają kości, więc im również należy się poszanowanie.
Generalnie wszystko,
co dzieje się na cmentarzu , np. każda modlitwa , powinno mieć jakiś związek ze
zmarłym. Na cmentarzu nie jemy i nie pijemy nie tylko dlatego, że to
niekulturalne. Jest w tym głębszy sens. W obecności zmarłych nie wolno
wykonywać rzeczy, które wiążą się z jakąś micwą, albowiem oni nie mogą już
spełniać żadnych przykazań. Po jedzeniu wypowiadamy specjalne błogosławieństwo
– a ponieważ zmarli nie mogą wypowiadać błogosławieństw, my powstrzymujemy się
od jedzenia. Wchodząc na cmentarz mężczyzna powinien schować cicit – bo cicit
przypominają właśnie o przykazaniach. Z tego samego powodu nie można cmentarzu
się uczyć, studiować Tory, tym bardziej , że nauka nie dotyczy już bezpośrednio
zmarłego.
Nie wolno przechodzić
na skróty przez cmentarz – tak samo zresztą, jak przez synagogę. Ścieżka przez
cmentarz jest złamaniem prawa żydowskiego. Mogę na cmentarz wejść, dojść do
konkretnego grobu, zmówić modlitwę, zrobić wszystko, co trzeba i wyjść. Ale
przechodzić przez cmentarz nie powinienem. Natknąłem się na dyskusję , czy
wolno opierać się o macewę albo siedzieć na grobie. Nie, nie wolno!
Jest tez cały zbiór
praw związanych z zakazem czerpania korzyści z cmentarza. Na cmentarzu nie
wolno prowadzić biznesu – albowiem ziemia cmentarza należy do zmarłych. Nie
powinno się na nich zarabiać.
Kamieniarz zarabia na zmarłych.
Kamieniarz wykonuje
konkretną usługę i musi być za nią wynagrodzony. Ale na przykład stróż nie
powinien sprzedawać przedmiotów, które znalazł na cmentarzu i zachowywać
pieniędzy dla siebie. Jeśli zbiera drewno czy trawę, to też może czerpać z nich
korzyści dla siebie. Czytałem np. historię o kobiecie, która chciała zmienić
macewę na grobie męża. Poszła do rabina z pytaniem , czy wolno jej to zrobić.
Usłyszała, że teoretycznie nie jest to zakazane, ale lepiej tak nie postępować.
Ktoś mógłby bowiem uznać, że ona wymienia nagrobek , a ten stary zamierza
sprzedać, a tym samym – zarobić na nim. W tym wypadku brano więc pod uwagę wręcz
możliwe plotki w miasteczku.
Na grobie wyrasta
drzewo. Jeśli trzeba je ściąć – wartość uzyskanego drewna powinna zostać Takich
problemów jest całe mnóstwo.
zwrócona, w innej
postaci, cmentarzowi.
Nie ma takiego pojęcia jak zlikwidowany cmentarz?
Dla żydów nie.
Cmentarz istnieje zawsze, nawet wówczas, kiedy nie widać macew. Wielu ludzi
kojarzy cmentarz z macewami: są macewy, jest cmentarz. Nie, grób jest
ważniejszy od nagrobka.
Ile jest takich cmentarzy bez macew?
Minimum połowa tych ,
które odwiedzam. Ja najczęściej jeżdżę po cmentarzach, których w ogóle nie
widać, które są albo zniszczone, albo zabudowane. Jest na nich boisko albo
stacja benzynowa.
Były zniszczone przez Niemców , rozgrabione później?
Podczas wojny Niemcy
wywozili bardzo dużo nagrobków i brukowali nimi ulice. Ale też dawali
pozwolenie na dewastację dokonywaną polskimi rękami. Po wojnie ludzie zbierali
kamienie na budulec. Ale nie tylko po wojnie. Także dzisiaj zdarza się, że jadę
do jakiejś miejscowości i widzę , że cmentarz jest rozkopany. Okazuje się, że
wydobywany jest piach. Bo cmentarze żydowskie z reguły lokowano na takich gruntach,
które nie nadawały się pod budowę domów, ale gdzie znajduje się pełno dobrego
budulca...
Ile jest zatem ogółem żydowskich cmentarzy w Polsce?
Mówi się, że jest
około 1200. Ja przez te pięć lat odwiedziłem sto – dwieście. Nie wliczam w to
miejsc masowych pochówków z czasów wojny, obozów ( pracowałem przy budowie
pomnika w Bełżcu).
Czyli przez pięć lat twojej ciężkiej pracy odwiedziłeś co
szósty cmentarz?!
Tak. To znaczy tych
cmentarzy widziałem pewnie więcej, fotografując je i odwiedzając, ale to i tak
jest mniejszość. Trzeba wziąć pod uwagę tez i to , że ja jeżdżę po cmentarzach
wówczas, kiedy jest jakiś problem. Nie jeżdżę turystycznie, żeby je zwiedzać.
Co to znaczy, że jest problem z cmentarzem?
Jest ich masa. Dajmy
na to , że w jakiejś miejscowości jest cmentarz, a na sąsiedniej działce
gospodarz chce wybudować nowy płot. I ten płot przebiega na granicy cmentarza.
Więc przyjeżdżam , oglądamy miejsce, odkrywamy ziemię i patrzymy, gdzie
cmentarz się kończy. Albo cmentarz jest zupełnie zapomniany, albo władze
miasteczka, a tutaj władze miasteczka chcą wymienić jakąś rurę, która akurat
przebiega przez jego teren. Piszemy wówczas opinię, czy można kopać, czy nie.
Jeśli rzeczywiście trzeba tę rurę tu przeprowadzić, zastanawiamy się wspólnie,
jak to zrobić, żeby nie naruszyć grobów.
Udaje się?
W takich przypadkach
staramy się doprowadzić do wstrzymania prac. Skoro w przypadku katolickich
cmentarzy uwzględnia się w planach budowlanych istnienie takiego obiektu,
dlaczego nie uwzględniać cmentarzy żydowskich? Jeśli prac nie da się
powstrzymać, ja zostaję na budowie, doglądam jej i na bieżąco konsultuję się z
rabinem. Na szczęście dotychczas nie miałem wielu takich sytuacji., żebyśmy
musieli naruszać kości.
Jednym słowem, twoim zadaniem jest zastosować prawo
żydowskie w praktyce.
W wielu przypadkach
ciężko jest postępować zgodnie z prawem żydowskim, bo taki cmentarz i tak był
już ze sto razy zbezczeszczony. Ale jakoś staramy się go zabezpieczyć. Czasami
się udaje, ale bywa, ale bywa, że nie. Dobrze, ze jesteśmy zawiadamiani o tym,
że na cmentarzu coś złego się dzieje. Wówczas można pojechać i interweniować.
Niestety bywa i tak , że jestem informowany dopiero po fakcie i kiedy
przyjeżdżam, okazuje się, że ktoś w miasteczku wykopał jakieś kości i trzyma je
u siebie w domu. Niektóre cmentarze nie wymagają wielkiego nakładu pracy. Są
dobrze zachowane i wystarczy się nimi na bieżąco interesować. Inne są po prostu
zmiecione z powierzchni ziemi. Moja praca polega wówczas właściwie na ich
odnajdywaniu lub nadzorowaniu prac porządkowych.
Odnajdywaniu?
Przeważnie ustaleniu
właściwych granic.
Jak można ustalić granice po tylu latach?
Jest wiele sposobów.
Są mapy geodezyjne, wedle których można określić wymiary działki.
To jak praca antropologa czy geodety?
Trochę podobnie.
Kiedy przyjeżdżam na cmentarz, zaraz na początku wyciągam kompas: w ten sposób
mogę ustalić w którym kierunku ludzie są położeni. Bo przecież wiadomo, że
powinni leżeć nogami na wschód, w stronę Jerozolimy. Jeśli mam mapę geodezyjną,
jadę do urzędu miasta, żeby spotkać się z lokalnym geodetą, ustalamy granice
cmentarza, porównujemy stare plany z nowymi planami zagospodarowania terenu.
Jeśli map nie ma – pracuję w terenie, szukam szczątków muru, bramy. Można
zbadać ukształtowanie terenu, np. wówczas, gdy cmentarz, a to często się
zdarza, jest na wzgórzu.
A bardziej nowoczesne technologie, które nie naruszałyby
ziemi?
Żydzi używają
specjalnych różdżek. To nie jest naukowa metoda. Dwie różdżki wprowadzają się w
drgania, reagując na zmianę masy gleby. W ten sposób można odnalezć groby.
Bardzo nieprecyzyjna metoda...
Kilka razy się
sprawdziła...Ale kilka razy nie. Jest georadar. Dwa razy z niego korzystaliśmy.
To drugi sposób: trzeba wynająć specjalistę, który będzie potrafił odczytać
wyniki takiego badania. Generalnie ciężko jest ziemię badać. A z sondy nie
możemy korzystać, bo trzeba byłoby naruszyć grób, a to wolno czynić w
wyjątkowych wypadkach: kiedy jest to
tymczasowy cmentarz wojenny, kiedy rodzina chce przenieść ciało do Izraela albo
wówczas, gdy cmentarz jest zagrożony, np. położony nad rzeką. Jeśli więc nie
mam zupełnie niczego, wtedy jest duży problem.
I wówczas?
Wówczas trzeba
opierać się na tym , co mówią ludzie. Ale pamięć ludzka jest bardzo zawodna.
Jeden stary człowiek mówi: to jest tu. Inny: nie, nie, mylisz się, tutaj.
Zawsze mówią prawdę?
Bardzo pomogłoby mi w
mojej pracy, gdyby zawsze mówili. Gdyby pokazali mi, gdzie był cmentarz , że
ciągnął się odtąd dotąd, a nie – że był trzy razy mniejszy...
Bo zawężanie rozmiarów działki pozwala ją wykorzystywać w
innym celu?
Tak, odzyskanie
cmentarza wiąże się przecież z jakąś stratą dla nich. Czasami ktoś ma pole
orne, ktoś zamieszkał na cmentarzu, wybudował dom.
Pokazują ci działkę, która jest cmentarzem, działka jest
trzy razy węższa, na pozostałej części cmentarza jest pole. I co dalej?
Rozmawiasz z właścicielem, przekonujesz go, żeby nie uprawiał ziemi na
cmentarzu, namawiasz go by odsprzedał działkę? A może poddajesz się?
Nigdy nie poddaję
się. Staram się osiągnąć maksimum tego, co można. Czasami jest to bardzo
trudne. Znam przypadek człowieka, który ma pole orne na cmentarzu. Znalazł się
sponsor, pojechałem tam, ten właściciel wymienił niemałą sumę. Transakcja w
końcu nie doszła do skutku. Gdyby znalazła się duża grupa Żydów chętnych do
zajmowania się cmentarzami zupełnie zapomnianymi, takimi, z których nie
pochodzą znani rabini, gdzie nie leżą ich przodkowie, ale zwyczajnymi, gdyby
były na to jakieś fundusze , można by takie negocjacje prowadzić. Bo prawo jest
po stronie dzisiejszych właścicieli. To jest ich ziemia.
Przez zasiedzenie?
Tak. Grunty cmentarne
nalezą do skarbu państwa, część do gmin żydowskich, ale te boki , to, co z cmentarza
urwano pod pole czy działkę budowlaną, jest już prywatne. Z prawnego punktu
widzenia, jeśli ktoś mieszka na cmentarzu od trzydziestu lat, nie mamy żadnego
sposobu, by go stamtąd usunąć.
A czy władze lokalne pomagają ci trochę?
Różnie to bywa. Spotykam
się czasem z taką podprogową niechęcią. Ot, wskazuje mi się miejsce cmentarza,
ale umyślnie nieprecyzyjnie, zwłaszcza jeśli idzie o wspomniane rozmiary
działki. Badania w terenie pozwalają te informacje zweryfikować. Szukam więc
granic w terenie , choć wiem , ze w wielu wypadkach są one jasno określone w
dokumentach, które znajdują się w lokalnym urzędzie. Bywa tez odwrotnie :
ludzie zachowują się niesłychanie pozytywnie, opowiadają różne historie,
chodzimy po sąsiadach, zbieramy macewy, nie ma żadnego problemu.
Jak często tak bywa?
Pół na pół , tak bym
powiedział.
Czy zależy to od geografii?
Nieco tak, choć nie
ma sztywnych reguł. Ale na południu, tam gdzie mieszkało więcej Żydów, tam siłą
rzeczy jest więcej niejasności, zaszłości. Więcej się wydarzyło, było więcej
interakcji. A tam, gdzie mieszkało mniej, to mniej. Wiele zależy tez od tego,
czy lokalna społeczność uzna, że cmentarz albo synagoga są częścią ich własnego
dziedzictwa, że warto o nie zadbać, ze może przyjadą jacyś żydowscy turyści. Jeżeli
cmentarz znajduje się na liście zabytków, to jest o wiele łatwiej, choć również
nie ma gwarancji, że ktoś tam nie pójdzie, żeby wypić wódkę i położyć się na
grobie. Znajduję takie pozostałości po biesiadach.
Może ci mieszkańcy obawiają się, że zacznie się od
cmentarza, a potem Żydzi przyjdą jeszcze raz i zażądają zwrotu mienia?
Tak, tak. Ja często
bywam mylony z jakimś egzekutorem. Przyjeżdżam i stykam się z lękiem, słyszę
różne historie. I dlatego wyraźnie informuję, że jestem tutaj tylko w sprawie
cmentarza, choć bywa, że mylnie biorą mnie za kogoś, kto będzie chciał
odzyskiwać jakieś domy, kamienice.
Czy to uspokaja?
Tak, myślę, że
uspokaja. Tych ludzi, którzy czują się winni. Ludzie, którzy się niepokoją, to
ci, którzy w jakiś sposób czują się nie w porządku, maja cos na sumieniu. Ci,
którzy są obojętni, albo wręcz pomocni, jakoś się mnie nie obawiają.
A księża? Czy korzystasz z ich pomocy?
Bardzo bym chciał.
Uważam, że to byłaby najlepsza droga dotarcia do lokalnych społeczności. Ale
tylko w nielicznych miejscach mam prawdziwy kontakt, że ksiądz w ogóle się
interesuje naszymi sprawami, odwiedzi cmentarz. Jak ksiądz Wojciech Lemański w
Otwocku, który przyprowadza młodzież, opiekuje się nim. Ale w Otwocku to jest
wręcz odwrotnie: ksiądz Lemański wie lepiej od niejednego Żyda, jak opiekować
się cmentarzem żydowskim! Prawie nigdy nie zdarza się tak , ze przyjeżdżam , a
tu wita mnie burmistrz, ksiądz, rozmawiamy. Byłoby świetnie...
To jaki jest stosunek lokalnych mieszkańców do żydowskich
cmentarzy? Czy istnieje świadomość obecności takich miejsc? Czy są one
elementem ludowej wyobraźni, na przykład jakiejś wiary w to, że na cmentarzu
mieszkają duchy zmarłych?
Takie mity
rzeczywiście są obecne. Ludzie obawiają się miejsc po cmentarzach żydowskich. Ale
ci, z którymi ja się spotykam, nie mogą sobie często pozwolić na całkowitą
szczerość wobec mnie, toteż o swoich lekach, zabobonach mi nie opowiadają.
Co często nie przeszkadza im, jak
opowiadałeś, tych cmentarzy eksploatować...
Jeśli cmentarz
ulokowany jest na piaszczystym podłożu, zdarza się, że ludzie wykopują ten piach
i w końcu dokopują się do kości. W takiej sytuacji, jadę do takiej
miejscowości, z władzami, proszę o pomoc, choćby w postaci skromnej tabliczki
informacyjnej – że tu a tu cmentarz żydowski i prosi się, żeby nie wynosić
budulca. Bywa, że osobiście zakopuję. Ale taki wyjazd z łopatą to tylko doraźna
pomoc.
A jak można zabezpieczyć taki cmentarz na
trwałe? Zabetonować?
Postawić
ogrodzenie, przykryć rozkopane miejsca świeżą ziemią ... To najtańsze
rozwiązania. W Nowym Dworze Mazowieckim i Karczewie, gdzie cmentarze usytuowano
na wydmie, trzeba zastosować rozmaite geotechnologie, a to już jest drogie.
Bywają nietypowe rozwiązania: w Lęborku tak zabezpieczony i ogrodzony jest
wjazd na stację benzynową, bo ta stacja stoi właśnie na cmentarzu.
Najlepiej
jednak, gdy takie miejsce jest oznaczone i lokalni mieszkańcy mają świadomość,
że jest to cmentarz. Nie tylko świadomość, że kiedyś był to cmentarz, ale że
jest nim teraz, dzisiaj. To najlepszy sposób i wcale nie najdroższy. Trzeba
tylko edukować ludzi, zainteresować ich tym miejscem, odpowiedzieć na pytania.
Nie zawsze jest przecież tak, że ktoś złośliwie, dlatego że jest antysemitą,
pójdzie i coś zniszczy. Czasami ludzie są nieczuli, niewrażliwi, nie myślą o
tym.
Może wynika to z różnicy w tradycji? N a
cmentarzu katolickim można przekopać grób, zlikwidować go, pochować kogoś
nowego. Może ludzie nie rozumieją, że grób żydowski istnieje do końca świata i
nie wolno go w żaden sposób naruszać?
Tak,
zapewne. Ale z drugiej strony ludzie chodzą przecież na swoje groby, zapalają
świeczki, więc świadomość tego, że należy dbać o groby, istnieje. Ale rzeczywiście,
jest zwyczaj, że się rewitalizuje katolickie cmentarze. A tego z cmentarzami
żydowskimi się nie robi. Dla Żydów najważniejsza jest wiedza, w którym miejscu
kości zostały złożone, gdzie one naprawdę leżą w ziemi. Grób traktowany jest
dosłownie. Nie idzie tylko o grób w sensie symbolicznym, jako miejsce pamięci,
ale o fizyczną obecność kości. To jest bardzo, bardzo istotne.
Raz czy
dwa miałem taką sytuację, że ktoś mieszka obok cmentarza, wie, że to jest
cmentarz, a pomimo to korzysta z budulca. Nie rozumiem, na czym to polega, że
ludzie, którzy dbają o własne groby, potrafią rozkopywać groby innych.
Spotkałem miejsca, gdzie walały się na ziemi szczątki ludzkie i nikomu to nie
przeszkadzało.
Czy kiedy cmentarz jest już doszczętnie
zdewastowany, nie lepiej wykopać wszystko, co jeszcze się tam w ziemi znajduje,
i przenieść w lepsze miejsce?
Przekopujemy
wszystkie cmentarze, zabieramy wszystkich Żydów do Izraela? Nie. To byłaby
ogromna operacja, wymagająca wielkich nakładów, pracy archeologów, znalezienia
wszystkich kości. Poza tym tej wyjątkowej zasady o przenoszeniu szczątków nie
należy rozciągać, ona powinna pozostać wyjątkiem. Łatwiej rozmawiać z ludźmi i
postarać się o opiekę nad takim miejscem.
Na swoim szlaku spotykasz ich bardzo wielu. I
bardzo różnych ...
Nie ma
jednego wzorca. Spotykam ludzi, lokalnych pasjonatów, którzy interesują się,
dbają o cmentarz. Mówią mi: to się stało, tamto się stało, warto zrobić to,
zabezpieczyć tamto. Organizują akcje sprzątania, przygotowują prelekcje.
Czasami spotykam się z totalną obojętnością. Ktoś mówi: tak, panie, tam gdzieś
był kirkut. I macha ręką. Bywa, że ktoś w ogóle nie chce o tym mówić.
Czasami
na przykład zdarza się jakiś lokalny historyk. Bywa, że ludzie, którzy chcą
pomóc, z własnej inicjatywy szukają macew. Dzwonią do nas i informują, że coś się
złego stało, że ktoś coś zniszczył. Albo organizują młodzież do sprzątania.
Znam człowieka, który osobiście odnalazł cmentarz, wyznaczył jego granice,
zrobił ogrodzenie. Dla młodych ludzi, którzy mu pomagali, urządziliśmy wykład z
prawa żydowskiego.
W
Mińsku Mazowieckim mamy grupę zielonoświątkowców i baptystów pod wodzą Pawła
Turlejskiego, którzy bardzo dbają o cmentarz, sprzątają go, informują o
wszystkim, co się tam dzieje. To jest największa pomoc. Bo jeśli ja przyjadę
gdzieś raz na rok, to przecież nie widzę, co się dzieje na co dzień. Jeśli są
lokalni mieszkańcy, którzy dbają o cmentarz, istnieje o wiele większa
gwarancja, że nic tam złego się nie wydarzy. Bo jeśli sąsiad pójdzie i coś
zniszczy, to ten drugi sąsiad będzie o tym wiedział. Szerzenie świadomości to
jest największa pomoc. Bywa, że ludzie zachowują się niestosownie na
cmentarzach, które są zapomniane, ale pod wpływem edukacji ich postawa często
ulega zmianie.
Albo
ostatnio w Chełmie. Lokalna młodzież posprzątała tam cmentarz. Leżało na nim
mnóstwo kości, więc zadanie mieli niełatwe. Przekazali mi wszystkie, zawiozłem
je do specjalisty, żeby oddzielił ludzkie od zwierzęcych. Ci młodzi ludzie byli
naprawdę zainteresowani tematem, okazali się niezwykle wrażliwi, chcieli mi
pomóc. W Żninie jest Marcin Dudek; zwołał młodych ludzi, którzy na własną rękę
wykonali ogrodzenie. On opiekuje się kilkoma cmentarzami w swojej okolicy. W
Rzeszowie są Janusz Korbecki i Mirosław Kędzior, którzy zajęli się cmentarzem w
centrum miasta. Tam właściwie jest park miejski, ale dzięki nim cmentarz ten
został upamiętniony. W Krośnie z kolei stowarzyszenie "Olszówka" samo
dba o miejscowy cmentarz, we współpracy z tamtejszym Urzędem Miasta.
Mamy
też projekt "Atlantyda" - program edukacyjny dla więźniów z więzienia
w Hajnówce, którym urządzamy wykłady z kultury żydowskiej. Wraz z nimi w
zeszłym roku sprzątaliśmy cmentarz w Narewce. W tym roku zamierzamy
współpracować z innymi zakładami karnymi.
A czy tym ludziom, którzy chcą upamiętnić
groby swoich żydowskich sąsiadów, tłumaczysz, jak należy to robić na sposób
żydowski? Czy może uznajesz, że najważniejsza jest intencja?
Pamiętam,
że kiedyś dostałem list od osoby z małego miasteczka, z zapytaniem, czy wolno
zapalić świeczkę na cmentarzu żydowskim 1 listopada, z okazji święta zmarłych.
Odpisałem, że tak, nie ma przeciwwskazań.
Widuję
świeczki, kwiaty na Święto Zmarłych. Bardzo chętnie spotykam się i opowiadam o
żydowskich zwyczajach. Prowadzę też wykłady na temat tej części żydowskiej
tradycji, która jest związana z cmentarzami i upamiętnianiem zmarłych.
Trudno jednak oczekiwać, że katolicy będą
przestrzegali prawa tak drobiazgowo, skoro nawet wielu Żydów go nie
przestrzega.
To
jasne. Możemy więc tak sobie siedzieć i dyskutować o prawie żydowskim, i będzie
to bardzo ciekawa rozmowa, ale kiedy ja jadę w teren, to większość tych
teoretycznych przepisów mi nie pomaga. Na przykład prawo zabrania chodzić po
grobach. To jest logiczne. Ale przecież ja często nie wiem, gdzie te groby są!
Nie
spodziewam się, by ci ludzie robili wszystko zgodnie z prawem żydowskim,
chciałbym tylko, żeby nie złamali tego prawa.
A jak mogliby je złamać?
Na
przykład rozkopując grób, żeby wstawić macewę na jej poprzednie miejsce. A tak
postępując można naruszyć kości. Oczywiście nie jestem w stanie nauczyć ich,
jak po żydowsku opiekować się cmentarzem. Sam uczę się tego prawa piąty rok i
nie widzę dna. Jak miałbym to opowiedzieć w ciągu godziny?
Ale to,
że nie złamią prawa, to też już jest w jakimś sensie - po żydowsku.
Wszystko to jest bardzo budujące. Choć
podejrzewam, że niestety nie zawsze tak jest.
Cóż,
taśmy by nam nie starczyło, gdybym chciał opisać każdy cmentarz, każde
zniszczenie dokonane ludzką ręką, jakie widziałem ... I kiedy przyjeżdżają
Żydzi, pojawia się niepokój, że ktoś się interesuje. Ale takie wykroczenia są
trudne do udowodnienia. Przecież ci ludzie nie przyznają się przede mną, co
robili na cmentarzu. Ludzie, którzy robią coś dobrego, nie boją się mnie,
łatwiej z nimi się kontaktować. Ci, którzy mają coś na sumieniu, starają się
mnie unikać.
A zatem kiedy dewastują cmentarz, mają
poczucie, że źle czynią.
Pewnie
tak. Ja zwykle nie spieszę się z oskarżaniem ludzi, ale w takich wypadkach, kiedy
np. ktoś ucieka przede mną, kiedy kręci, że nic nie wiedział, to jest
ewidentne, że coś ukrywa.
Bywa
tak, że ludzie rzeczywiście żyją na macewach, ale chcą je oddać. Spotykasz się
z nimi: wykopują, przynoszą. Inni nie chcą odwrócić tego, co się stało.
Pamiętam faceta, który podjechał do mnie, jak pracowałem na jakimś cmentarzu, i
mówi, że wie, gdzie leży rabin. Poprosiłem go, żeby pokazał mi to miejsce, bo
dzisiaj trudno cokolwiek znaleźć. Wyciągnął rękę - w geście żądającym
pieniędzy. W innym mieście z kolei robiliśmy wykop pod mur i nagle pojawia się
chłopak i mówi, że pewna kobieta ma u siebie połamane macewy. Wybrałem się do
niej i cóż mogłem zrobić? Kupiłem je.
Czy to znaczy, że ona nie chciała ich oddać
za darmo?
Nie wiem,
ale rozmowa tak się toczyła, że wynikało z niej, iż chce pieniędzy. Może nie
miałem czasu ani cierpliwości na negocjacje? Wyciągnąłem z kieszeni
kilkadziesiąt złotych ...
Pozytywnych postaw jest zawsze mniej, a te
negatywne zawsze łatwiej wyłapujemy…
Te
wyjątkowe zachowania wymagają naprawdę wyjątkowego charakteru, jakiejś chęci. Ci,
którzy robią coś dobrego, to są ci odważniejsi. Pomagają w sprawie, która
dotyczy ich tylko dlatego, że mieszkają w danym miasteczku. A nie zapominajmy,
że muszą do tego skonfrontować się z
ludźmi, którzy są po drugiej stronie, a też mieszkają w tym samym miasteczku.
Czyli opieka nad żydowskim cmentarzem wciąż
wymaga odwagi?
Myślę,
że do pewnego stopnia tak. A ja muszę zrozumieć sytuację tych ludzi. Że inni
ich wytykają palcami, bo uważają, że ten,. kto zajmuje się cmentarzem, staje się
Żydem.
Czasami
odczuwam niechęć, która nie skąd się bierze. Przecież ja nie przyjeżdżam im
niczego zabrać, chcę tylko odświeżyć, przypomnieć, a mimo to spotykam się z
niechęcią. Z drugiej strony im ciemniej, im gorzej w takim miasteczku, tym ci
ludzie, którzy reprezentują inny pogląd, są jaśniejsi. Są bardziej
Mogą liczyć na twoje wsparcie?
Ludzie
zawsze mogą liczyć na moje wsparcie, ale ja nie zawsze mogę im pomóc. My sami potrzebujemy
wsparcia. Potrzebna jest nam pomoc Żydów z zagranicy, bo dbanie o cmentarz nie
może być obowiązkiem mieszkających w miasteczku Polaków. Ziomkostwa robią
świetną robotę, ale zbyt mało współpracują przy ratowaniu tych cmentarzy, które
są w najgorszym stanie i zaraz znikną z powierzchni ziemi. Trzeba je ratować w
pierwszej kolejności.
Mówisz, że kiedy studiujesz prawo, nie
widzisz dna. A w praktyce? Czy również nie widzisz dna? Nie odnosisz czasami
wrażenia, że twoja praca jest syzyfowa? Wyremontujesz i zabezpieczysz jeden
cmentarz, zajmiesz się następnym, a ten pierwszy już znów wymaga opieki. I tak
w nieskończoność ...
Tak.
Czasami wracam niezadowolony, wiem, że nie osiągnąłem tego, co zamierzałem, że
nie udało się odzyskać kawałka cmentarza, że coś nie poszło. Bywa, że wracam
zdołowany. Ale bardzo wiele udało się zrobić.
Czy taka perspektywa nie jest trochę
przerażająca? To nie jest praca na krótki czas. Oczywiście, mam poczucie, że może mi życia nie starczyć na uporządkowanie wszystkich.
Dziękuję za rozmowę
[Wszystkie fotografie pochodzą ze zbiorów A. Wąsowicza]
|








